Legia-Real – Nie przegrać meczu w szatni!

Posted on Posted in Artykuły

Fuball auf grnem Rasen mit Makierung

Legia–Real, czyli jak nie przegrać meczu jeszcze przed jego rozpoczęciem

Mecz z wielkim Realem Madryt? W teorii nie ma po co w ogóle wychodzić z szatni. Przecież i tak wiadomo, że „Królewscy”, nawet grając na pół gwizdka, będą szybsi, sprawniejsi i dokładniejsi, a na koniec zwyciężą różnicą kilku bramek. Logicznym byłoby więc skoncentrowanie się na tym, by uniknąć kompromitacji i przyjąć jak najmniejszy wymiar kary. Bez sensu byłoby przecież podejmowanie walki, która z góry skazana jest na porażkę, i ryzykowanie utratą zbyt dużej liczby goli.

Wychodząc z założenia przedstawionego powyżej, Legia faktycznie nie miałaby po co wychodzić z szatni. To prawda, że te dwa kluby dzieli przepaść finansowa, organizacyjna, a co za tym idzie, również czysto piłkarska. To prawda, że drużyna z Warszawy w teorii skazana jest na pożarcie, a postawienie na nią pieniędzy u bukmachera byłoby czystym szaleństwem. Ale czy oznacza to, że piłkarze „Wojskowych” powinni wyjść na boisko z przeświadczeniem, że ten mecz przegrają? Absolutnie nie!

Fatalne skutki takiego nastawienia zaobserwować mogliśmy bowiem podczas niedawnego meczu Legii z Borussią Dortmund. Już na przedmeczowej konferencji prasowej, ówczesny trener Legii Besnik Hasi, „związał” nogi swoim piłkarzom wyznając, że tego dnia liczy na słabszą dyspozycję rywali i że być może uda się nie przegrać z nimi aż tak wysoko. Albańczyk zamiast skupić się na tym, by wbić do głowy swoim podopiecznym, aby postarali się nawiązać walkę z mocniejszym rywalem, chciał po prostu z góry usprawiedliwić nieuchronnie nadchodzącą porażkę. Z takim podejściem trenera, zawodnikom bardzo trudno jest uwierzyć, że są w stanie rywalizować o zwycięstwo. Takie, a nie inne przeświadczenie graczy Legii bardzo szybko znalazło odzwierciedlenie w ich grze, a mecz zakończył się kompromitującym wynikiem 0:6. Legioniści byli przestraszeni, nerwowi i apatyczni. Grali bardzo zachowawczo i nawet przez chwilę nie zagrozili bramce rywala.

Niedługo po meczu z Borussią, między innymi za nieumiejętność motywowania swoich podopiecznych, trener Besnik Hasi został zwolniony z Legii. Jego miejsce zajął Jacek Magiera, pod którego wodzą legionistów czekał jeszcze trudniejszy sprawdzian – mecz z Realem Madryt, w dodatku na jego własnym podwórku, legendarnym stadionie Santiago Bernabeu. W teorii przebieg spotkania powinien być podobny do tego z Borussią. Legia powinna wyjść na mecz przerażona magią ogromnego stadionu, nazwy klubu i nazwisk piłkarzy, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. I finalnie wyjechać z Madrytu z jeszcze większym bagażem straconych goli. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Za sprawą nowego szkoleniowca ci sami piłkarze nagle przypomnieli sobie jak się gra w piłkę. Legioniści wyszli nastawieni bojowo, nie bali się grać ofensywnie i kombinacyjnie. W efekcie, mimo porażki 1:5, z boiska schodzić mogli z podniesionymi głowami.

Fakt, mistrzowie Polski mecz ten przegrali, gdyż byli po prostu drużyną słabszą. Ale uwierzyli, że mogą nawiązać walkę nawet z najlepszymi. Historia nie raz pokazała bowiem, że sport bywa całkowicie nieprzewidywalny i przy odrobinie szczęścia czasem ten teoretycznie słabszy na koniec cieszy się ze zwycięstwa. Szczęściu zawsze trzeba jednak pomóc poprzez odpowiednią motywację i  charakter. A u zwycięzców początkowo skazywanych na porażkę sukces najpierw narodzić się musiał w ich głowach.

Robert Konecki

2 thoughts on “Legia-Real – Nie przegrać meczu w szatni!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *