Czy autoprezentacja w sporcie to jeszcze dodatek, czy już konieczność?

Posted on Posted in Artykuły

skandal

W dobie potęgi szeroko pojętych mediów, w tym głównie Internetu,  bycie sportowcem dawno już nie ogranicza się tylko do trenowania i występowania na sportowych arenach. Dawno skończyły się bowiem czasy, w których zawodnicy odbierani są wyłącznie poprzez swoje sportowe osiągnięcia. Dziś wymaga się od nich znacznie więcej. Dziś, aby należeć do światowej czołówki w swojej dyscyplinie, koniecznym jest zbudowanie sobie odpowiedniego wizerunku.

A wspomniany wizerunek starannie budowany jest przez agencje zajmujące się tym profesjonalnie. Konsultanci doradzają zawodnikom jakich słów używać w rozmowie z mediami, jakich tematów nie poruszać, od których programów telewizyjnych przyjąć zaproszenia, a od których odrzucić. Podpowiadają w których akcjach charytatywnych brać udział oraz dopilnowują aby przypadkiem żadna poczytna gazeta nie zapomniała o tym wspomnieć. Ale najważniejszą formą aktywności sportowców bezsprzecznie są obecnie media społecznościowe. To one są miejscem, w którym fani mają okazję do interakcji ze swoimi ulubieńcami. To tam zawodnicy mają szansę zdobycia największej popularności. Poprzez błyskotliwe komentarze na twitterze czy relacje z treningów na żywo, sportowcy zyskują uznanie w oczach fanów. A nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że rozpoznawalność (ta pozytywna) przekłada się na wysokie kontrakty reklamowe.

Lecz, tak jak to w życiu, każdy kij ma dwa końce. Tak jak przez odpowiednio prowadzoną kampanię w mediach można zdobyć popularność w dobrym tego słowa znaczeniu, tak przez nieodpowiednie w nich zachowanie, można narobić sobie sporo kłopotów. A przykładów nie trzeba szukać daleko. Piłkarz Legii Steeven Langil w ostatnim czasie prezentował bardzo słaby poziom sportowy, przez co nie pojawiał się zbyt często na boisku. W klubowej hierarchii spadł na tyle nisko, że nie załapał się nawet do kadry meczowej Legii na wyjazdowy mecz z Borrusią Dortmund i został w Warszawie. Nie przeszkodziło mu to jednak w tym czasie dobrze się bawić ze znajomymi, popijając alkohol i popalając sziszę. Cała sprawa zapewne nigdy nie wyszłaby na jaw gdyby nie fakt, że Martynikańczyk postanowił podzielić się ujęciami z imprezy w jednym z popularnych mediów społecznościowych. Temat szybko podłapały internetowe portale i już następnego dnia o grzeszkach swojego podopiecznego dowiedział się trener Legii, Jacek Magiera. Jak nietrudno się domyślić, nie był całą sprawą zachwycony i publicznie zrugał skrzydłowego. Jednak ten nie wyciągnął wniosków i już po paru dniach ponownie opublikował nagranie z zakrapianej imprezy. Tym razem konsekwencje były już poważniejsze i Langil został zesłany na treningi z drużyną rezerw Legii. Parę miesięcy wcześniej na przypadkowym nagraniu ujęte zostały nieparlamentarne słowa wypowiadane do kibiców przez piłkarza Lecha Poznań, Łukasz Trałkę, przez co wizerunek pomocnika również mocno ucierpiał.

Podobnych przypadków na przestrzeni ostatnich lat było mnóstwo. Pokazują one jak bardzo ostrożnie podchodzić należy do kwestii wizerunku kreowanego w mediach. Na podstawie kilkusekundowego nagrania wideo, przypadkowego zdjęcia, czy kilku zdań wyrwanych z kontekstu zniweczyć można wieloletnią pracę całego sztabu ludzi. Media, szczególnie te „brukowe”, nastawione w głównej mierze na tzw. klikalność, stale poszukują kontrowersyjnych tematów, dzięki którym sporządzać mogą poczytne artykuły. A najpopularniejsze z nich to takie, w których miesza się kogoś z błotem.

Dlatego zawodniku – jeśli to czytasz – dbaj o swój wizerunek, to część twojego fachu!

Robert Konecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *